Syndrom LIV obejmuje fascynację trzema konkretnymi markami. To właśnie dla nich chce pracować najwięcej kandydatów, z którymi rozmawiałem. Czy uznawanie któregoś z tych trzech love brandów za wymarzone miejsce rozwoju zawodowego może być pułapką?
W mojej pracy jako headhunter często pytam ludzi o dwie rzeczy:
- gdzie chcieliby pracować,
- jaki jest ich pomysł na dalszą karierę.
W zależności od roli, w jakiej występuję – headhuntera czy mentora kariery – otrzymuję różne odpowiedzi. Jako rekruter słyszę to, co pozwala kandydatom zaprezentować się jak najlepiej w procesie rekrutacji. Z kolei jako mentor kariery mam szansę dotrzeć do prawdziwych motywacji i planów zawodowych rozmówcy.
Co to jest Syndrom LIV?
Czy są jakieś punkty wspólne tych odpowiedzi? Oczywiście. Jako rekruter i mentor kariery często spotykam się z tzw. Syndromem LIV, czyli z fascynacją kandydatów trzema markami:
- Lego
- IKEA
- Volvo
To właśnie te firmy są wymieniane najczęściej, gdy pytam: „Jaki jest Twój wymarzony pracodawca?”. I nie ma tu większego znaczenia ani płeć odpowiadającego, ani jego rola zawodowa, ani poziom seniority.
Z czego to wynika?
Syndrom LIV, czyli krótko o tym, czym są „love brands”?
„Love brands” to marki, które budzą silne, pozytywne emocje. Kojarzą się z solidnym pracodawcą, z przyjazną kulturą organizacyjną i miłą atmosferą w miejscu pracy. W mojej praktyce obserwuję, że właśnie Lego, IKEA oraz Volvo są dla wielu menedżerów i specjalistów ucieleśnieniem „przyjaznych pracodawców”.
Oczywiście należy pamiętać, że nie opieram się tu na twardych danych statystycznych. To raczej obserwacja z licznych rozmów i wieloletniego doświadczenia we współpracy z menedżerami na rynku pracy.
Co łączy Lego, IKEA i Volvo?
Te trzy firmy łączą trzy rzeczy.
- Dobre skojarzenia – marki są postrzegane jako ciepłe, innowacyjne, prospołeczne.
- Wizerunek – od lat dbają o swoją reputację.
- Skandynawskie korzenie – utożsamiane z transparentnością, wysoką jakością produktów i dbałością o pracownika.
Wyobrażenie o marce wcale nie tak rzadko przekłada się również na wyobrażenie o tym, jaką jest firmą jako pracodawca. Kandydaci często wskazują te organizacje bardziej na podstawie emocji i skojarzeń niż realnej wiedzy o warunkach pracy czy możliwościach rozwoju.
Gdzie tkwi pułapka Syndromu LIV?
Wybór tych konkretnych firm, choć z pozoru oczywisty i w pewien sposób „bezpieczny”, najczęściej nie jest częścią przemyślanej strategii zawodowej.
Dlaczego?
- Nie uwzględnia dotychczasowej ścieżki kariery – nie zawsze jest spójny z kierunkiem, w którym rozwijał się kandydat.
- Nie odzwierciedla realnych deklaracji dotyczących ról i zadań – ktoś deklaruje chęć pracy w konkretnym obszarze, ale wskazanie LIV nie daje mu takiej możliwości.
- Nie jest poparty rzetelnymi informacjami – często kandydaci nie znają dobrze danej organizacji, nie orientują się w jej strukturze, projektach czy procesach rekrutacyjnych – kierują się głównie obiegową opinią.
Jak uniknąć Syndromu LIV?
Jeśli myślisz o dalszych krokach w karierze, zacznij od rzetelnej autoanalizy. Zadaj sobie kilka podstawowych pytań:
- W czym jestem dobry?
- Jakie są moje kluczowe kompetencje i doświadczenia?
- Co chcę robić zawodowo, jakie zadania dają mi największą satysfakcję?
- Jestem bardziej strategiem czy wolę działania operacyjne?
- Jaką kulturę organizacyjną cenię najbardziej?
Dopiero na tej bazie zacznij tworzyć listę potencjalnych firm i organizacji, w których będziesz mieć możliwość rozwoju w zgodzie ze swoimi predyspozycjami.
Gdzie szukać odpowiednich dla siebie organizacji, wykluczając Syndrom LIV?
Poszukiwania organizacji odpowiedniej dla siebie i swoich celów zawodowych warto oprzeć na trzech kluczowych czynnikach. Są nimi:
- Analiza otoczenia. Zwróć uwagę na firmy o profilu lub modelu biznesowym podobnym do tego, który reprezentuje Twój obecny lub poprzedni pracodawca.
- Konkurencja. Sprawdź konkurentów Twojej dotychczasowej organizacji. Jeśli działają w tej samej branży, prawdopodobnie znajdziesz tam zbliżone środowisko i zadania.
- Ścieżki zawodowe ludzi z Twojego otoczenia. Przyjrzyj się, do jakich organizacji przeszli Twoja poprzedniczka lub były szef. Może to być sygnał atrakcyjności (lub potencjalnych wyzwań) w danej firmie.
Nie ma nic złego w marzeniu o pracy w firmach, które darzymy sentymentem czy sympatią. Jednak przy podejmowaniu tak ważnej decyzji jak kolejny krok w karierze warto podejść do tematu w sposób uporządkowany i strategiczny:
- Najpierw zdefiniuj swoje kompetencje, ambicje i potrzeby.
- Następnie stwórz listę firm, które realnie mogą je zaspokajać.
- Na końcu włącz emocje i osobiste preferencje. Ustalaj, co jest dla Ciebie ważne i weryfikuj swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Możesz to zrobić, rozmawiając z osobami pracującymi w danej organizacji lub szukając informacji w wiarygodnych źródłach.
Podsumowanie
Zachowanie równowagi między marzeniami a faktami pozwoli Ci wybrać pracodawcę, który nie tylko będzie „love brandem”, ale również faktycznie wesprze Twój dalszy rozwój zawodowy.
PS Czy w Lego jeździ się Volvo, a w biurach są meble z Ikea? To byłby hattrick. 🙂 Może ktoś to zweryfikował?

kuba.obraniak@cter.pl
+48 605 322 282
Kuba Obraniak
Konsultant z prawie 20-letnim doświadczeniem w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi i rekrutacji Executive Search. Posiada doświadczenie w prowadzeniu procesów outplacementowych i szkoleniach z obszaru rozwijania kompetencji rekrutacyjnych. Jest ekspertem w zagadnieniach związanych ze zmianą kierunku rozwoju zawodowego oraz wsparcia w budowaniu kariery. Posiada szerokie doświadczenie we współpracy z klientami z obszaru sprzedaży, marketingu, produkcji i rynku IT.



